potrafi sprawić, że znów wraca radość.''
Szłam za Nastią, z tacą w rękach. Zaciskałam dłonie na krawędziach, bojąc się gdzie moja współlokatorka chce mnie wywlec. Nie musiałam długo czekać... Doszłyśmy do stolika pod oknem. Przy owym meblu siedziało osiem osób - trzy dziewczyny i pięciu chłopaków. Przełknęłam głośno ślinę. Nastka uśmiechnęła się do mnie promiennie i zwróciła się do zebranych osób:
- Ej! Ludzie! - wszystkie rozmowy ucichły. Każdy wpatrywał się we mnie z dość dużą ciekawością. - To jest Suzan. Moja nowa współlokatorka! Mam nadzieje, że zbytnio jej do siebie nie zrazicie. - tutaj zmierzyła wzrokiem chłopaka z tunelami.
Panna Fiodorow usiadła na krześle obok szczupłej blondynki. Pociągnęła mnie za sobą, więc wylądowałam na miejscu obok blondyna, podobnego do ''sąsiadki'' Nastii.
- To jest Emily. - wskazała na dziewczynę obok siebie. - Ten z tunelami to Mike, dziewczyna, która właśnie pije sok to Laura, ten co pisze coś na kartce to Oliver, a obok niego siedzi Lenon. Śliczna Azjatka to Bree, - wskazana dziewczyna pomachała mi z wielkim uśmiechem od ucha do ucha. - dalej jest... Ryan... - tutaj zmierzyła go morderczym spojrzeniem - A obok ciebie siedzi nasz kochany Alexander! - zakończyła swój monolog.
- Alex. - poprawił ją chłopak. - Śliczne włosy. Farbowałaś?
Zdziwiło mnie to, i to bardzo. Chłopak i pyta się o włosy? Coś tu jest nie tak...
- Em... Ja mam takie od dziecka. Nie farbowałam. - wyjaśniłam. - Aa... Skąd to pytanie?
- Zaintrygowała mnie ich barwa. - powiedział.
Skinęłam tylko głową i zabrałam się za swoje naleśniki. Tą czynność wykonały także Laura, Nastka, Emily i... Mike. Panowała głucha cisza. Jednak ta cisza była tylko przy naszym stoliku. Wszędzie indziej było słychać rozmowy, śmiech i różne inne dźwięki. Postanowiłam to przerwać. Po łyku Coca-Coli, odezwałam się.
- Jakie macie zainteresowana? - było to dość niepewne.
Wszyscy spojrzeli na mnie, jak na rozkaz. Przełknęłam ślinę i wpatrzyłam się w punkt nad głową Lenon'a.
- Ja uwielbiam modę i wszystko co jest związane z włosami. Chcę być fryzjerką lub stylistką. - powiedziała Laura.
Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Ja chce być psychologiem. - powiedziała entuzjastycznie Nastia. - A Oliver... Chce być pisarzem. Uwielbia pisać.
Chłopak o tym imieniu skinął głową i uśmiechnął się lekko. Pisarz? Pasowało to do niego. Podziwiałam ludzi z talentem pisania.
- Uwielbiam grać na gitarze. Nie ważne czy jest elektryczna czy klasyczna. - powiedział Mike. - Chcę grać w jakimś zespole. Lub założę swój własny...
- Ja chce być prawnikiem lub lekarzem. - powiedziała cicho Emily. - Lubię pomagać ludziom.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Miała nietypowe marzenie. Już zyskała w moich oczach.
- Ja chcę być ta-ancerką. - powiedziała dumnie Bree.
Mike zaśmiał się głośno.
- Be-ez skojarzeń! - zawarczała dziewczyna.
- A ty Lenon? - zapytałam.
- A ja lubię kobiety. - rzucił śmiało. - Podrywać lubię, flirtować. Kocham wszystkie, ale szukam tej jedynej.
- Oh, jakie to romantyczne! - rzuciłam ironicznie.
Spojrzał na mnie roześmiany i pokazał mi język jak mały, skrzywdzony chłopiec.
- A Ryan kocha sport. - powiedziała Laura. - A ty Suzan? Co lubisz robić?
Zachłysnęłam się pitą właśnie Colą. Odgarnęłam kosmyk, który niesfornie spadł mi na twarz.
- Ja... - zachrypiałam. Właściwie to dlaczego miałam im powiedzieć o mojej pasji związanej ze sztuką? Przecież wiedziały to tylko osoby zaufane i kochane przeze mnie. Hobby rozwijane przez siedem lat, ukrywane przed światem... Przed oczami przeleciały mi moje pierwsze kredki i szkicownik. Moje pierwsze, nieudolne prace. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Malowanie, rysowanie to coś co kocham.
I wtedy wszyscy zrobili się śmielsi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Mike nawet nastraszył Bree, która oburzona i przestraszona rzuciła w niego kawałkiem bułki, którą jadła. Wszyscy przyjęli mnie niezwykle ciepło. Oczywiście Ryan niezbyt udzielał się w rozmowach. A jeśli już się ożywiał, to rzucał mi złośliwe komentarze i riposty. Nie pozostając mu dłużna, odpowiadałam na nie budząc zainteresowanie zgromadzonych. Po obiedzie postanowiłam się przejść. Nastka poszła do pokoju, a ja ruszyłam samotnie korytarzem Akademii. Podczas tej ''podróży'' rozmyślałam o całej ''paczce''. Wszyscy wydawali się mili i chyba z żadnym nie miałam złego kontaktu. Oczywiście nie licząc Ryan'a!
- Ah, jak on mnie wnerwia. Dupek przez wielkie ''D''. - mruczałam pod nosem. - Do tego ten jego dwuznaczny uśmieszek. Nie lubię takich typów. Wstrę...
Mój wywód przerwał mi dobrze znany głos.
- Rozmawiasz ze sobą? To trochę dziwne i straszne. - oczywiście to był Ryan. Stał za mną. Odwróciłam się i skamieniałam, ale szybko się opamiętałam i przyjęłam obojętny wyraz twarzy.
- Lubię rozmawiać z kimś, kto ma wysoki poziom IQ.
- Dziękuję, że wysłałaś mi taki komplement. - uśmiechnął się kpiąco.
- Co?! Jak?! Kiedy?!
- Przed chwilą. Lubisz przecież rozmawiać z osobami z wysokim poziomem IQ, a właśnie teraz prowadzisz ze mną rozmowę. Sama się wkopałaś, kotku.
- Nie mów do mnie kotku! - warknęłam i ruszyłam z zamiarem odejścia.
Byłam już od niego jakieś cztery metry, gdy usłyszałam.
- Dobrze, KOCHANIE! - krzyknął za mną i z głośnym śmiechem udał się w przeciwną stronę.
~*~*~*~*~*~
Otworzyłam drzwi od pokoju i od razu rzuciłam się na moje łóżko. Zdziwiona Nastka stała na środku z kubkiem w ręku, nie wiedząc co zrobić. Wreszcie jednak zdecydowała się odstawić naczynie i stanąć nade mną jak Śmierć nad umierającym człowiekiem.
- Życie jest do dupy! - powiedziałam w poduszkę, z dość dużą goryczą.
- I mi to mówisz? - szepnęła i opadła na materac obok mnie.
Podniosłam się zdziwiona i posłałam jej pytające spojrzenie. Ta jednak wpatrywała się w sufit, jakby miał z niego spaść długo oczekiwany śnieg. Przewróciłam się na bok, twarzą do mojej współlokatorki. Dziewczyna leżała na plecach, ale po kilku sekundach znajdowała się w takiej samej pozycji co ja. Wreszcie się odezwała, ale...
- Co jest? - powiedziałyśmy razem, jednym chórem.
Popatrzyłyśmy na siebie rozbawione i zaczęłyśmy się śmiać. Po kilku chwilach humor nam się poprawił, a my śmiałyśmy się do rozpuku.
- No, ale co jest? - powtórzyła pytanie Nastia.
- Ryan. - mruknęłam i przestałam się śmiać. - Wnerwia mnie.
- Kochana, to jest jego praca. - powiedziała, na co ja wybuchnęłam szczerym i wdzięcznym śmiechem. - Wnerwia każdego, ale z tego powodu, że jest dobry w sporcie stąd nie wyleci.
- Jak to? - ożywiłam się.
- Jest ulubieńcem Wilson'a, wuefisty. Ten go zawsze faworyzuje i wyciąga na jakieś zawody. Wstawia się za nim u dyrektorki. Ta babcia jest na wyczerpaniu psychicznym przez tego idiotę. Razem z Mike'em wydurniają się, wpadają w kłopoty. Masakra jakaś.
Czyli Ryan w każdej chwili mógł zostać wyrzucony ze szkoły? Ciekawe, ciekawe. Może by mu tak pomóc? Ale chyba nie byłam do tego zdolna. Czy dałabym radę zemścić się na nim za te odzywki? Czy dałabym radę być taką żmiją? Jasne, że tak! Jednak postanowiłam ten plan oddalić w daleką przyszłość.
~*~*~*~*~*~
Ciemność. Wszędzie ciemność. Mrok był tak głęboki, że nie mogłam zobaczyć swojej ręki przed twarzą. Jednak dalej brnęłam w tą ciemność mając nadzieję, że znajdę to czego szukałam. ''Szłam'' korytarzem internatu. Była druga w nocy, a ja... szukałam mojego piórnika. Rozumiecie? Szukałam piórnika o drugiej w nocy. Jestem nienormalna - bardzo nienormalna. Gdy wychodziłam z pokoju Nastka smacznie spała i zapewne nie zauważy jak mnie nie będzie przez jakieś pół godziny. Udałam się do tego miejsca, gdzie ostatnio widziałam i miałam w rękach mój ukochany przedmiot z bardzo drogimi ołówkami, cienkopisami i innymi przyborami, za moje własne pieniądze - zarobione na wakacjach w sklepie odzieżowym. Ah, co to był za upokorzenie! Po kolejnych minutach błądzenia i obijania piszczeli, znalazłam go. Leżał spokojnie na parapecie tam gdzie ostatnio rysowałam. Kamień spadł mi z serca. Wzięłam go do ręki i zawróciłam. Już miałam miałam postawić pierwszy krok, gdy...
- Ładna piżamka. - usłyszałam za sobą cichy głos.
Właściwie to ton głosu był stanowczy, ale z lekką nutą kpiny i rozbawienia. Otępiałam. Dobrze wiedziałam do kogo należy owy głos. Jedna półkula mózgu krzyczała: ''Uciekaj! Udaj, że nie słyszałaś! Szybkoo!''. Jednak druga szeptała bardzo kuszącym tonem głosu: ''Zostań. Ponabijaj się z niego. Dasz radę, nie daj się. Odgryź mu się.''. Ja jak to ja, posłuchałam tej... drugiej... Niestety nie przeczuwałam, że po raz kolejny osiągnę klęskę. Odwróciłam się w stronę chłopaka. Księżyc rzucał na nas swoje słabe światło, któro wpadało przez okno nad nami.
- Czemu nie jesteś w swoim pokoju? - zapytałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tego pytania, chciałam zapaść się pod ziemię.
Jakim sposobem mogłam się o coś takiego zapytać? Pewnie mnie wyśmieje. Mogłam się odgryźć, jakąś ripostę puścić, ale nie - musiałam o coś głupiego zapytać.
- Mogę cię zapytać o to samo, ale... - spojrzał na przedmiot w mojej dłoni. - Już wiem dlaczego.
Prychnęłam, a on zaśmiał się siarczyście. Podszedł do mnie bliżej. Staliśmy już twarzą w twarz. Wzdrygnęłam się. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej.
- Boisz się? - wyszeptał.
Poczułam ciepły oddech na moich policzkach. Był tak blisko. Tylko jedno sięgnięcie ręki. Ale czekaj! Przecież to Ryan! Idiota, debil, kretyn, palant... ale przystojny palant. Co?! O czym ja myślałam. Przestań! Przestań! Postanowiłam odwrócić rolę. Przygryzłam zmysłowo dolną wargę i spojrzałam mu w oczy.
- A widać to po mnie? Nie sądzę. - szepnęłam wprost w jego usta.
Nasze wargi znajdowały się od siebie zaledwie kilka milimetrów. Ryan już chciał wpić się w moje usta, ale... Odsunęłam się od niego.
- Łatwą tobą manipulować. - powiedziałam i triumfalnie się uśmiechnęłam.
Chłopak ewidentnie był zaskoczony. Stał otępiały w tym samym miejscu, gdzie stał przed chwilą. Ja w tej chwili z wielkim uśmiechem na twarzy, odchodziłam w stronę pokoju.
_____________
Hei kochani! ♥
Jak widzicie rozdział jest szybciej, o jeden dzień. Jakoś mnie wena natchnęła i skończyłam go dwa dni temu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Ja nie jestem zadowolona z tej notki ;< No, ale to wam ma się podobać. Do zobaczenia!
Jak widzicie rozdział jest szybciej, o jeden dzień. Jakoś mnie wena natchnęła i skończyłam go dwa dni temu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Ja nie jestem zadowolona z tej notki ;< No, ale to wam ma się podobać. Do zobaczenia!
Hej;).
OdpowiedzUsuńMoże na początek trochę krytyki?
Po pierwsze te rozmowy przy stole były trochę dziecinne.
Po drugie przez chwilę myślałam, że popełnisz ten mega błąd. Od początku przeczuwałam, iż Ryan będzie kiedyś się całował itp. itd. z Suzan. Błagam, tylko tego nie rób! Prawie w każdej książce w dzisiejszym świecie jest jeden wątek: przystojny palant, który najpierw dokucza dziewczynie, potem się z nią kocha. Bądź inna.
Ale spoko.
np. Su fajnie odpowiedziała Ryanowi i Lenonowi. No i ogółem masz talent, a tym bardziej jeżeli chodzi o formę. Tylko proszę, zadbaj też o treść. Na razie jest ciekawa, ale obawiam się najgorszego, jeżeli ta sprawa z Ryanem tak dalej pójdzie.
A gdzie wogle ma miejsce akcja?
Nie mam zamiaru zrobić z tego romansidła, że po pięciu rozdziałach padają sobie w ramiona. Chcę w to wpleść jeszcze jakieś problemy związane z dorastaniem, coś co będzie... hm... inne? Jednak musiałabym trochę nad tym pomyśleć, rozłożyć całą fabułę, żeby dobrze się ją czytało. Do tego muszę popracować nad opisami z tego co zobaczyłam i wpleść ich więcej w cały tekst.
UsuńOgólnie akcja toczy się w Anglii, jakieś kilkanaście kilometrów od Londynu. Sama nie wiem dlaczego wymyśliłam akurat ten kraj i to miejsce ;>