piątek, 5 lipca 2013

Rozdział I - ''Internat''

''Szczęście - to nadzieja przed faktem;
nieszczęście - to fakt po nadziei.''



Wystarczyło kilka chwil, kilka małych przestępstw, trochę słabych ocen, aby rodzice wymierzyli mi tak okrutną karę. Oderwali mnie od znajomych, przyjaciół i bliskich. Chcieli mnie dać w najgorsze miejsce na świecie - do szkoły. Jednak, to jeszcze nie koniec. Ta szkoła miała... i n t e r n a t. W pierwszej chwili chciałam wybuchnąć śmiechem, gdyż myślałam, że żartują. Niestety ich grobowe miny świadczyły, że tak nie jest. W głowie zabrzmiały mi słowa matki; ''Będziesz tam mieć przyjaciół. Zobaczysz Su, będzie fajnie.'' Ta... Fajnie... Z głębokich rozmyśleń, wyrwał mnie głos mojej rodzicielki:
- Su, jesteśmy na miejscu.
Wzdrygnęłam się i spojrzałam za okno samochodu. Rzeczywiście. Pojazd stał na podjeździe szkoły. Niechętnie wyszłam z samochodu i przeciągnęłam się leniwie. Wyjęłam z bagażnika torby i rzuciłam dość oschle do rodziców:
- Do widzenia.
Ci tylko kiwnęli głową i po prostu odjechali. To się nazywają kochający rodzice. Jednak przyznam... Budynek był zachwycający. Akademia zbudowana w starym stylu. Czerwona cegła i dodatki beżowego kamienia prezentowały się wspaniale. Do drzwi wejściowych prowadziły smukłe, szerokie schody, a nad nimi znajdowało się duże okno, wkoło którego były cztery kolumny. Westchnęłam tylko i już po kilku sekundach, dało się słyszeć stukot kółek walizki. Wreszcie jakimś cudem dotarłam do ciężkich, ciemnych drzwi, prowadzących do środka. Pchnęłam je lekko, jednak one nie ustąpiły. Właśnie wtedy strzeliłam tak zwanego ''buraka''. Naparłam na nie całym ciężarem ciała i... ustąpiły! Może to głupie, ale byłam z siebie dumna. Wślizgnęłam się do środka i już przy wejściu, usłyszałam dość miłe powitanie.
- Witaj Suzan.
Obejrzałam się w stronę głosu i ujrzałam starszą panią. Wyglądała na jakieś 60 lat i miała na sobie (o zgrozo!) różowy strój, składający się z włochatej spódnicy i marynarki. Była pulchna, niska i wyglądała jak typowa babcia. Przyznam, że nie wiedziałam co powiedzieć, widząc taki widok.
- Em... Ee... Ja jestem Su... - powiedziałam i już chciałam trzasnąć się otwartą dłonią w czoło, gdy dodałam - I dzień dobry.
Ta spojrzała na mnie krzywym spojrzeniem i uśmiechnęła się dość oschle.
- Może... Może ma Pani mój kluczyk od szafki, pokoju i coś mi Pani powie? - powiedziałam dość niepewnie.
- Oh, niestety, ale musisz z tym iść na drugie piętro, do mojej siostrzenicy. Do widzenia. Miłego dnia.
Po tych słowach najzwyczajniej się odwróciła i odeszła. Zmierzyłam ją krytycznym wzrokiem i pocieszyłam się w myślach; ''Może chociaż ktoś mi pomoże z tymi bagażami.'' Jednak moje marzenia spełzły na niczym. Zdesperowana zostawiłam torby obok drzwi, za jakimś posągiem. Z nietęgą miną ruszyłam do ''siostrzenicy babci''. Gdy tam dotarłam, lekko się zdziwiłam, bo dziewczyna siedząca za biurkiem miała jakieś 18 lat.
- Cześć? - mruknęłam. - Mogę dostać moje klucze i jakieś wytłumaczenie co do tej szkoły? - zapytałam.
Dziewczyna dopiero podniosła wzrok znad dokumentów. Spojrzała na mnie krzywo, po czym uśmiechnęła się promiennie.
- Jasne! Tutaj masz kluczyk do szafki w Akademii, tutaj masz klucz od pokoju, a tutaj masz kartę i legitymacje. - podała mi wymienione przedmioty.
- Karta? Co? Po co mi ona? - wskazałam na twardą kartę z moim imieniem, nazwiskiem, numerem pokoju, zdjęciem i klasą, do jakiej uczęszczam. 
- Oh, bez niej nie zjesz posiłków w stołówce. Wiesz... Nieraz przychodzą tutaj nieznajomi uczniowie z normalnych szkół i chcą jeść obiad. Jednak nie mają tej zbawczej karty i palą się ze wstydu! - zaśmiała się dźwięcznie.
''Normalnych szkół? Co? Czyli ta szkoła jest dla niepełnosprytnych?'' pomyślałam.
- Aha... A po co mi legitymacja?
Dziewczyna spojrzała na mnie, jak na głupią.
- Jest potrzeba, gdy wyjeżdżasz na wycieczki, zawody, gdy chcesz się zwolnić z zajęć. No i bez niej, nie dostaniesz oceny półrocznej. - wyjaśniła dość spokojnie. - Już wszystko wiesz?
- Taak. Raczej tak... Do widzenia. - rzuciłam i już chciałam wyjść, gdy dziewczyna powiedziała dość dziwne słowa.
- Po co to do widzenia? Praktycznie jestem w twoim wieku. - wyszła zza biurka - Stephanie. - wyciągnęła do mnie rękę.
Stephanie była wysoka osobą z wspaniałą figurą. Jednak miała włosy w kolorze dojrzałej śliwki. Ubrana była w czarną spódnicę z wysokim stanem, która była do kolan; elegancką, białą koszulę, którą wepchnęła w owy dolny strój i czarne, wysokie szpilki z czerwoną podeszwą. Była na prawdę ładna i jedyna myśl jaka nasunęła mi się w tym momencie to; ''Ma pewnie branie u chłopaków.''.
- Suzan. - uśmiechnęłam się - To... Cześć.
Ta kiwnęła głową i wróciła za biurko. Zdziwiona wyszłam z pomieszczenia.
~*~*~*~*~*~
Po zabraniu swoich bagaży, próbowałam odnaleźć pokój, który mi przydzielono. Po jakichś piętnastu minutach błądzenia po internacie poddałam się. Usiadłam na parapecie i westchnęłam zrezygnowana.
- Na parapetach się nie siedzi. - mruknął ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się w tamtą stronę. Jakiś metr ode mnie stał wysoki chłopak. Na twarzy miał przyczepiony kpiący uśmieszek. Prychnęłam.
- Zamknij się. - zawarczałam.
- Warczysz jak rasowy bulterier. - zaśmiał się oschle. - Jestem Ryan.
Zacisnęłam zęby i pomyślałam; ''Wdech, wydech Su. Wdech, wydech. To twój pierwszy dzień.''
- Suzan. - burknęłam.
- Co tak nieprzyjemnie, co? - zapytał i podszedł do mnie bliżej.
Zeszłam z parapetu. Moje oczy ciskały piorunami.
- Bo tak mi się podoba. - syknęłam.
Po tych słowach, zaczęłam zbierać bagaże. Owy Ryan, usiadł na parapecie i bezczelnie się na mnie gapił. Gdy już miałam odejść, powiedział:
- Czy ty właśnie powiedziałaś, że ci się podobam?
Oczy wyszły mi z orbit, a buzia lekko się otworzyła. Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się kpiąco i bezczelnie lustrował mnie wzrokiem od stóp do głowy. Oczywiście zatrzymał się na moich piersiach i wtedy dostrzegłam w jego oczach dziwny błysk. 
- CO?! NIE! - odwróciłam się. Jednak jeszcze burknęłam. - Nie patrz mi się na cycki!
Jak odchodziłam, słyszałam tylko jego zadowolony śmiech. Jedyne co zrobiłam, to pokazałam mu przed ramię środkowy palec.
~*~*~*~*~*~
Po kolejnych piętnastu minutach błądzenia po budynku, znalazłam właściwe drzwi. Nabrałam powietrza w płuca i nacisnęłam klamkę. Uchyliłam trochę drzwi i wychyliłam tylko głowę.
- Suzan? - dziewczyna siedząca na jednym z łóżek zerwała się na równe nogi. - Suzan! Ty musisz być Suzan Mayer!
Słysząc te słowa weszłam całym ciałem do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
- Cześć. - powiedziałam. - Tak, to ja. A ty...? - nie dokończyłam, bo dziewczyna z wielkim entuzjazmem, rzuciła się ku mnie.
Chwyciła moją dłoń w swoją i zaczęła nią ''machać'' na przywitanie.
- Jestem Nastia Fiodorow. Będziemy razem mieszkać. Ah, już się nie mogę doczekać. Będzie super! Na pewno cię polubię! - zaczęła szybko mówić.
- Miło cię poznać Nastia. - wykrztusiłam.
Spędziłam z nią miłe popołudnie. Rozmawiałyśmy o sobie, o Akademii, a w międzyczasie rozpakowywałyśmy moje bagaże. Mimo to, Nastka była nastawiona do wszystkiego optymistycznie i chętnie mi pomagała. Nasza rozmowa coraz bardziej zaczęła schodzić na babskie tematy, gdy ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałyśmy na siebie zdziwione. Nastia zachęciła mnie ruchem ręki, żebym poszła otworzyć. Westchnęłam tylko i podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam, uśmiech zszedł mi z twarzy. Właśnie tak, przede mną stał... Ryan!
- Co ty tu robisz!? - syknęłam.
Spojrzał na mnie krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie wiedział, że będę mieszkać z panną Fiodorow.
- Ja... Oddaję Nastii zeszyt. A ty...? - nie dokończył.
Chwyciłam zeszyt i wyrwałam go chłopakowi.
- Mieszkam. - syknęłam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Nastka spojrzała na mnie pytająco, ale oddałam jej tylko zeszyt i wróciłam do poprzedniej rozmowy. Ta nawet nie wnikała i znów humor nam dopisał. Śmiałyśmy się, Nastka wymieniła mi połowę uczniów, a przy okazji zjadłyśmy połowę paczki żelków, które przywiozłam. Nagle dziewczyna wstała i ruszyła w stronę szafy, która należała do niej. Wyciągnęła z niej sweterek i założyła go na siebie. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Obiad kochana! - zaśmiała się i chwyciła swoją kartę.
Szybko uczyniłam to samo i z głośnym śmiechem, wyszłyśmy z pokoju. Nieszczęście chciało, żebym wpadła na pewną osobę. A była nią jakaś szczupła blondynka.
- Patrz jak łazisz! - warknęłam.
- To ty patrz jak łazisz, nowa. - zmierzyła mnie dziwnym wzrokiem.
Prychnęłam i już miałam jej coś odpyskować, gdy moja współlokatorka złapała mnie za rękę i odciągnęła od tej dziewczyny. Tamta jak małe dziecko, pokazała mi język i ruszyła dalej. Ruszyłyśmy wolnym krokiem na stołówkę. Po drodze panowała cisza. Ale nie była to taka niezręczna próżnia, lecz w pełni zrozumiała przez nas obydwie.
- Kto to był? - zapytałam, gdy byłyśmy niedaleko stołówki.
- Pamela. - westchnęła. - Szkolna ''księżniczka''.
Zrobiłam minę typu ''wtf?'' i pchnęłam drzwi do ''jadalni''. Dech mi zaparło. Było to wielkie pomieszczenie z dużą ilością plastikowych krzeseł i drewnianych stołów. Większość była już zajęta, jednak nie dziwiło mnie to. W końcu Akademia była wieeelka. Ruszyłam za Nastią, która w międzyczasie zdążyła mnie wyminąć. Dzisiaj były naleśniki, co przyjęłam z niemały entuzjazmem. Zgarnęłam dwa z dżemem na talerz i chwyciłam po drodze puszkę Coca-Coli. Uśmiechnęła się do mojej nowej znajomej i spojrzałam na jej talerz. Wybrała naleśniki z serem i sok pomarańczowy. Zaśmiałam się cicho pod nosem, widząc to połączenie. Już miałam zająć miejsce przy (o dziwo) pustym stoliku, gdy Nastia złapała mnie ''za kołnierz'' i nakazała wzrokiem, abym za nią poszła. Z lekkim strachem, zabrałam swoją tacę z jedzeniem i tuszyłam za panną Fiodorow.

_____________
Huh... Pierwszy rozdział jest tak jak obiecałam. Mam nadzieję, że chociaż jedna lub dwie osoby powyższy tekst przeczytają. Nawet wtedy będę szczęśliwa i poczuję się spełniona. Jednak chciałam też tutaj napisać o częstotliwości dodawania rozdziałów. Myślę, że jeden na tydzień wystarczy, bo jeśli rozdziały byłyby częstsze to stałyby się nudne - a tego nie chcę. Tak więc, jeśli przeczytałeś rozdział: Dziękuję! I pamiętaj - czytasz = komentujesz = radość autorki. Do zobaczenia! ;*

2 komentarze:

  1. Łał.. Ciekawie *__*

    ZAOBSERWOWAŁAM + SKOMAŁAM = REWANŻ!

    http://neversayneverbabyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż trochę się podoba ^^

      Usuń