Hei! ♥
Kochane przepraszam was, ale muszę zrobić przerwę w pisaniu. Muszę poukładać wszystko w tym opowiadaniu, rozłożyć fabułę, aby się fajnie czytało i muszę wszystko przemyśleć. Rozdział trzeci ukaże się około 1-2 sierpnia. Przepraszam was za to, ale zobaczyłam, że w moim opowiadaniu jest sporo błędów, za mało opisów itp.
Do zobaczenia za jakieś dwa tygodnie! ;*
~ DamaKart
Mów do mnie szeptem...
Zagłęb się w historię bliską mojemu sercu...
czwartek, 18 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział II - ''Nowi znajomi''
''Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód smutku,
potrafi sprawić, że znów wraca radość.''
Szłam za Nastią, z tacą w rękach. Zaciskałam dłonie na krawędziach, bojąc się gdzie moja współlokatorka chce mnie wywlec. Nie musiałam długo czekać... Doszłyśmy do stolika pod oknem. Przy owym meblu siedziało osiem osób - trzy dziewczyny i pięciu chłopaków. Przełknęłam głośno ślinę. Nastka uśmiechnęła się do mnie promiennie i zwróciła się do zebranych osób:
- Ej! Ludzie! - wszystkie rozmowy ucichły. Każdy wpatrywał się we mnie z dość dużą ciekawością. - To jest Suzan. Moja nowa współlokatorka! Mam nadzieje, że zbytnio jej do siebie nie zrazicie. - tutaj zmierzyła wzrokiem chłopaka z tunelami.
Panna Fiodorow usiadła na krześle obok szczupłej blondynki. Pociągnęła mnie za sobą, więc wylądowałam na miejscu obok blondyna, podobnego do ''sąsiadki'' Nastii.
- To jest Emily. - wskazała na dziewczynę obok siebie. - Ten z tunelami to Mike, dziewczyna, która właśnie pije sok to Laura, ten co pisze coś na kartce to Oliver, a obok niego siedzi Lenon. Śliczna Azjatka to Bree, - wskazana dziewczyna pomachała mi z wielkim uśmiechem od ucha do ucha. - dalej jest... Ryan... - tutaj zmierzyła go morderczym spojrzeniem - A obok ciebie siedzi nasz kochany Alexander! - zakończyła swój monolog.
- Alex. - poprawił ją chłopak. - Śliczne włosy. Farbowałaś?
Zdziwiło mnie to, i to bardzo. Chłopak i pyta się o włosy? Coś tu jest nie tak...
- Em... Ja mam takie od dziecka. Nie farbowałam. - wyjaśniłam. - Aa... Skąd to pytanie?
- Zaintrygowała mnie ich barwa. - powiedział.
Skinęłam tylko głową i zabrałam się za swoje naleśniki. Tą czynność wykonały także Laura, Nastka, Emily i... Mike. Panowała głucha cisza. Jednak ta cisza była tylko przy naszym stoliku. Wszędzie indziej było słychać rozmowy, śmiech i różne inne dźwięki. Postanowiłam to przerwać. Po łyku Coca-Coli, odezwałam się.
- Jakie macie zainteresowana? - było to dość niepewne.
Wszyscy spojrzeli na mnie, jak na rozkaz. Przełknęłam ślinę i wpatrzyłam się w punkt nad głową Lenon'a.
- Ja uwielbiam modę i wszystko co jest związane z włosami. Chcę być fryzjerką lub stylistką. - powiedziała Laura.
Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Ja chce być psychologiem. - powiedziała entuzjastycznie Nastia. - A Oliver... Chce być pisarzem. Uwielbia pisać.
Chłopak o tym imieniu skinął głową i uśmiechnął się lekko. Pisarz? Pasowało to do niego. Podziwiałam ludzi z talentem pisania.
- Uwielbiam grać na gitarze. Nie ważne czy jest elektryczna czy klasyczna. - powiedział Mike. - Chcę grać w jakimś zespole. Lub założę swój własny...
- Ja chce być prawnikiem lub lekarzem. - powiedziała cicho Emily. - Lubię pomagać ludziom.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Miała nietypowe marzenie. Już zyskała w moich oczach.
- Ja chcę być ta-ancerką. - powiedziała dumnie Bree.
Mike zaśmiał się głośno.
- Be-ez skojarzeń! - zawarczała dziewczyna.
- A ty Lenon? - zapytałam.
- A ja lubię kobiety. - rzucił śmiało. - Podrywać lubię, flirtować. Kocham wszystkie, ale szukam tej jedynej.
- Oh, jakie to romantyczne! - rzuciłam ironicznie.
Spojrzał na mnie roześmiany i pokazał mi język jak mały, skrzywdzony chłopiec.
- A Ryan kocha sport. - powiedziała Laura. - A ty Suzan? Co lubisz robić?
Zachłysnęłam się pitą właśnie Colą. Odgarnęłam kosmyk, który niesfornie spadł mi na twarz.
- Ja... - zachrypiałam. Właściwie to dlaczego miałam im powiedzieć o mojej pasji związanej ze sztuką? Przecież wiedziały to tylko osoby zaufane i kochane przeze mnie. Hobby rozwijane przez siedem lat, ukrywane przed światem... Przed oczami przeleciały mi moje pierwsze kredki i szkicownik. Moje pierwsze, nieudolne prace. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Malowanie, rysowanie to coś co kocham.
I wtedy wszyscy zrobili się śmielsi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Mike nawet nastraszył Bree, która oburzona i przestraszona rzuciła w niego kawałkiem bułki, którą jadła. Wszyscy przyjęli mnie niezwykle ciepło. Oczywiście Ryan niezbyt udzielał się w rozmowach. A jeśli już się ożywiał, to rzucał mi złośliwe komentarze i riposty. Nie pozostając mu dłużna, odpowiadałam na nie budząc zainteresowanie zgromadzonych. Po obiedzie postanowiłam się przejść. Nastka poszła do pokoju, a ja ruszyłam samotnie korytarzem Akademii. Podczas tej ''podróży'' rozmyślałam o całej ''paczce''. Wszyscy wydawali się mili i chyba z żadnym nie miałam złego kontaktu. Oczywiście nie licząc Ryan'a!
- Ah, jak on mnie wnerwia. Dupek przez wielkie ''D''. - mruczałam pod nosem. - Do tego ten jego dwuznaczny uśmieszek. Nie lubię takich typów. Wstrę...
Mój wywód przerwał mi dobrze znany głos.
- Rozmawiasz ze sobą? To trochę dziwne i straszne. - oczywiście to był Ryan. Stał za mną. Odwróciłam się i skamieniałam, ale szybko się opamiętałam i przyjęłam obojętny wyraz twarzy.
- Lubię rozmawiać z kimś, kto ma wysoki poziom IQ.
- Dziękuję, że wysłałaś mi taki komplement. - uśmiechnął się kpiąco.
- Co?! Jak?! Kiedy?!
- Przed chwilą. Lubisz przecież rozmawiać z osobami z wysokim poziomem IQ, a właśnie teraz prowadzisz ze mną rozmowę. Sama się wkopałaś, kotku.
- Nie mów do mnie kotku! - warknęłam i ruszyłam z zamiarem odejścia.
Byłam już od niego jakieś cztery metry, gdy usłyszałam.
- Dobrze, KOCHANIE! - krzyknął za mną i z głośnym śmiechem udał się w przeciwną stronę.
~*~*~*~*~*~
Otworzyłam drzwi od pokoju i od razu rzuciłam się na moje łóżko. Zdziwiona Nastka stała na środku z kubkiem w ręku, nie wiedząc co zrobić. Wreszcie jednak zdecydowała się odstawić naczynie i stanąć nade mną jak Śmierć nad umierającym człowiekiem.
- Życie jest do dupy! - powiedziałam w poduszkę, z dość dużą goryczą.
- I mi to mówisz? - szepnęła i opadła na materac obok mnie.
Podniosłam się zdziwiona i posłałam jej pytające spojrzenie. Ta jednak wpatrywała się w sufit, jakby miał z niego spaść długo oczekiwany śnieg. Przewróciłam się na bok, twarzą do mojej współlokatorki. Dziewczyna leżała na plecach, ale po kilku sekundach znajdowała się w takiej samej pozycji co ja. Wreszcie się odezwała, ale...
- Co jest? - powiedziałyśmy razem, jednym chórem.
Popatrzyłyśmy na siebie rozbawione i zaczęłyśmy się śmiać. Po kilku chwilach humor nam się poprawił, a my śmiałyśmy się do rozpuku.
- No, ale co jest? - powtórzyła pytanie Nastia.
- Ryan. - mruknęłam i przestałam się śmiać. - Wnerwia mnie.
- Kochana, to jest jego praca. - powiedziała, na co ja wybuchnęłam szczerym i wdzięcznym śmiechem. - Wnerwia każdego, ale z tego powodu, że jest dobry w sporcie stąd nie wyleci.
- Jak to? - ożywiłam się.
- Jest ulubieńcem Wilson'a, wuefisty. Ten go zawsze faworyzuje i wyciąga na jakieś zawody. Wstawia się za nim u dyrektorki. Ta babcia jest na wyczerpaniu psychicznym przez tego idiotę. Razem z Mike'em wydurniają się, wpadają w kłopoty. Masakra jakaś.
Czyli Ryan w każdej chwili mógł zostać wyrzucony ze szkoły? Ciekawe, ciekawe. Może by mu tak pomóc? Ale chyba nie byłam do tego zdolna. Czy dałabym radę zemścić się na nim za te odzywki? Czy dałabym radę być taką żmiją? Jasne, że tak! Jednak postanowiłam ten plan oddalić w daleką przyszłość.
~*~*~*~*~*~
Ciemność. Wszędzie ciemność. Mrok był tak głęboki, że nie mogłam zobaczyć swojej ręki przed twarzą. Jednak dalej brnęłam w tą ciemność mając nadzieję, że znajdę to czego szukałam. ''Szłam'' korytarzem internatu. Była druga w nocy, a ja... szukałam mojego piórnika. Rozumiecie? Szukałam piórnika o drugiej w nocy. Jestem nienormalna - bardzo nienormalna. Gdy wychodziłam z pokoju Nastka smacznie spała i zapewne nie zauważy jak mnie nie będzie przez jakieś pół godziny. Udałam się do tego miejsca, gdzie ostatnio widziałam i miałam w rękach mój ukochany przedmiot z bardzo drogimi ołówkami, cienkopisami i innymi przyborami, za moje własne pieniądze - zarobione na wakacjach w sklepie odzieżowym. Ah, co to był za upokorzenie! Po kolejnych minutach błądzenia i obijania piszczeli, znalazłam go. Leżał spokojnie na parapecie tam gdzie ostatnio rysowałam. Kamień spadł mi z serca. Wzięłam go do ręki i zawróciłam. Już miałam miałam postawić pierwszy krok, gdy...
- Ładna piżamka. - usłyszałam za sobą cichy głos.
Właściwie to ton głosu był stanowczy, ale z lekką nutą kpiny i rozbawienia. Otępiałam. Dobrze wiedziałam do kogo należy owy głos. Jedna półkula mózgu krzyczała: ''Uciekaj! Udaj, że nie słyszałaś! Szybkoo!''. Jednak druga szeptała bardzo kuszącym tonem głosu: ''Zostań. Ponabijaj się z niego. Dasz radę, nie daj się. Odgryź mu się.''. Ja jak to ja, posłuchałam tej... drugiej... Niestety nie przeczuwałam, że po raz kolejny osiągnę klęskę. Odwróciłam się w stronę chłopaka. Księżyc rzucał na nas swoje słabe światło, któro wpadało przez okno nad nami.
- Czemu nie jesteś w swoim pokoju? - zapytałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tego pytania, chciałam zapaść się pod ziemię.
Jakim sposobem mogłam się o coś takiego zapytać? Pewnie mnie wyśmieje. Mogłam się odgryźć, jakąś ripostę puścić, ale nie - musiałam o coś głupiego zapytać.
- Mogę cię zapytać o to samo, ale... - spojrzał na przedmiot w mojej dłoni. - Już wiem dlaczego.
Prychnęłam, a on zaśmiał się siarczyście. Podszedł do mnie bliżej. Staliśmy już twarzą w twarz. Wzdrygnęłam się. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej.
- Boisz się? - wyszeptał.
Poczułam ciepły oddech na moich policzkach. Był tak blisko. Tylko jedno sięgnięcie ręki. Ale czekaj! Przecież to Ryan! Idiota, debil, kretyn, palant... ale przystojny palant. Co?! O czym ja myślałam. Przestań! Przestań! Postanowiłam odwrócić rolę. Przygryzłam zmysłowo dolną wargę i spojrzałam mu w oczy.
- A widać to po mnie? Nie sądzę. - szepnęłam wprost w jego usta.
Nasze wargi znajdowały się od siebie zaledwie kilka milimetrów. Ryan już chciał wpić się w moje usta, ale... Odsunęłam się od niego.
- Łatwą tobą manipulować. - powiedziałam i triumfalnie się uśmiechnęłam.
Chłopak ewidentnie był zaskoczony. Stał otępiały w tym samym miejscu, gdzie stał przed chwilą. Ja w tej chwili z wielkim uśmiechem na twarzy, odchodziłam w stronę pokoju.
potrafi sprawić, że znów wraca radość.''
Szłam za Nastią, z tacą w rękach. Zaciskałam dłonie na krawędziach, bojąc się gdzie moja współlokatorka chce mnie wywlec. Nie musiałam długo czekać... Doszłyśmy do stolika pod oknem. Przy owym meblu siedziało osiem osób - trzy dziewczyny i pięciu chłopaków. Przełknęłam głośno ślinę. Nastka uśmiechnęła się do mnie promiennie i zwróciła się do zebranych osób:
- Ej! Ludzie! - wszystkie rozmowy ucichły. Każdy wpatrywał się we mnie z dość dużą ciekawością. - To jest Suzan. Moja nowa współlokatorka! Mam nadzieje, że zbytnio jej do siebie nie zrazicie. - tutaj zmierzyła wzrokiem chłopaka z tunelami.
Panna Fiodorow usiadła na krześle obok szczupłej blondynki. Pociągnęła mnie za sobą, więc wylądowałam na miejscu obok blondyna, podobnego do ''sąsiadki'' Nastii.
- To jest Emily. - wskazała na dziewczynę obok siebie. - Ten z tunelami to Mike, dziewczyna, która właśnie pije sok to Laura, ten co pisze coś na kartce to Oliver, a obok niego siedzi Lenon. Śliczna Azjatka to Bree, - wskazana dziewczyna pomachała mi z wielkim uśmiechem od ucha do ucha. - dalej jest... Ryan... - tutaj zmierzyła go morderczym spojrzeniem - A obok ciebie siedzi nasz kochany Alexander! - zakończyła swój monolog.
- Alex. - poprawił ją chłopak. - Śliczne włosy. Farbowałaś?
Zdziwiło mnie to, i to bardzo. Chłopak i pyta się o włosy? Coś tu jest nie tak...
- Em... Ja mam takie od dziecka. Nie farbowałam. - wyjaśniłam. - Aa... Skąd to pytanie?
- Zaintrygowała mnie ich barwa. - powiedział.
Skinęłam tylko głową i zabrałam się za swoje naleśniki. Tą czynność wykonały także Laura, Nastka, Emily i... Mike. Panowała głucha cisza. Jednak ta cisza była tylko przy naszym stoliku. Wszędzie indziej było słychać rozmowy, śmiech i różne inne dźwięki. Postanowiłam to przerwać. Po łyku Coca-Coli, odezwałam się.
- Jakie macie zainteresowana? - było to dość niepewne.
Wszyscy spojrzeli na mnie, jak na rozkaz. Przełknęłam ślinę i wpatrzyłam się w punkt nad głową Lenon'a.
- Ja uwielbiam modę i wszystko co jest związane z włosami. Chcę być fryzjerką lub stylistką. - powiedziała Laura.
Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Ja chce być psychologiem. - powiedziała entuzjastycznie Nastia. - A Oliver... Chce być pisarzem. Uwielbia pisać.
Chłopak o tym imieniu skinął głową i uśmiechnął się lekko. Pisarz? Pasowało to do niego. Podziwiałam ludzi z talentem pisania.
- Uwielbiam grać na gitarze. Nie ważne czy jest elektryczna czy klasyczna. - powiedział Mike. - Chcę grać w jakimś zespole. Lub założę swój własny...
- Ja chce być prawnikiem lub lekarzem. - powiedziała cicho Emily. - Lubię pomagać ludziom.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Miała nietypowe marzenie. Już zyskała w moich oczach.
- Ja chcę być ta-ancerką. - powiedziała dumnie Bree.
Mike zaśmiał się głośno.
- Be-ez skojarzeń! - zawarczała dziewczyna.
- A ty Lenon? - zapytałam.
- A ja lubię kobiety. - rzucił śmiało. - Podrywać lubię, flirtować. Kocham wszystkie, ale szukam tej jedynej.
- Oh, jakie to romantyczne! - rzuciłam ironicznie.
Spojrzał na mnie roześmiany i pokazał mi język jak mały, skrzywdzony chłopiec.
- A Ryan kocha sport. - powiedziała Laura. - A ty Suzan? Co lubisz robić?
Zachłysnęłam się pitą właśnie Colą. Odgarnęłam kosmyk, który niesfornie spadł mi na twarz.
- Ja... - zachrypiałam. Właściwie to dlaczego miałam im powiedzieć o mojej pasji związanej ze sztuką? Przecież wiedziały to tylko osoby zaufane i kochane przeze mnie. Hobby rozwijane przez siedem lat, ukrywane przed światem... Przed oczami przeleciały mi moje pierwsze kredki i szkicownik. Moje pierwsze, nieudolne prace. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Malowanie, rysowanie to coś co kocham.
I wtedy wszyscy zrobili się śmielsi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Mike nawet nastraszył Bree, która oburzona i przestraszona rzuciła w niego kawałkiem bułki, którą jadła. Wszyscy przyjęli mnie niezwykle ciepło. Oczywiście Ryan niezbyt udzielał się w rozmowach. A jeśli już się ożywiał, to rzucał mi złośliwe komentarze i riposty. Nie pozostając mu dłużna, odpowiadałam na nie budząc zainteresowanie zgromadzonych. Po obiedzie postanowiłam się przejść. Nastka poszła do pokoju, a ja ruszyłam samotnie korytarzem Akademii. Podczas tej ''podróży'' rozmyślałam o całej ''paczce''. Wszyscy wydawali się mili i chyba z żadnym nie miałam złego kontaktu. Oczywiście nie licząc Ryan'a!
- Ah, jak on mnie wnerwia. Dupek przez wielkie ''D''. - mruczałam pod nosem. - Do tego ten jego dwuznaczny uśmieszek. Nie lubię takich typów. Wstrę...
Mój wywód przerwał mi dobrze znany głos.
- Rozmawiasz ze sobą? To trochę dziwne i straszne. - oczywiście to był Ryan. Stał za mną. Odwróciłam się i skamieniałam, ale szybko się opamiętałam i przyjęłam obojętny wyraz twarzy.
- Lubię rozmawiać z kimś, kto ma wysoki poziom IQ.
- Dziękuję, że wysłałaś mi taki komplement. - uśmiechnął się kpiąco.
- Co?! Jak?! Kiedy?!
- Przed chwilą. Lubisz przecież rozmawiać z osobami z wysokim poziomem IQ, a właśnie teraz prowadzisz ze mną rozmowę. Sama się wkopałaś, kotku.
- Nie mów do mnie kotku! - warknęłam i ruszyłam z zamiarem odejścia.
Byłam już od niego jakieś cztery metry, gdy usłyszałam.
- Dobrze, KOCHANIE! - krzyknął za mną i z głośnym śmiechem udał się w przeciwną stronę.
~*~*~*~*~*~
Otworzyłam drzwi od pokoju i od razu rzuciłam się na moje łóżko. Zdziwiona Nastka stała na środku z kubkiem w ręku, nie wiedząc co zrobić. Wreszcie jednak zdecydowała się odstawić naczynie i stanąć nade mną jak Śmierć nad umierającym człowiekiem.
- Życie jest do dupy! - powiedziałam w poduszkę, z dość dużą goryczą.
- I mi to mówisz? - szepnęła i opadła na materac obok mnie.
Podniosłam się zdziwiona i posłałam jej pytające spojrzenie. Ta jednak wpatrywała się w sufit, jakby miał z niego spaść długo oczekiwany śnieg. Przewróciłam się na bok, twarzą do mojej współlokatorki. Dziewczyna leżała na plecach, ale po kilku sekundach znajdowała się w takiej samej pozycji co ja. Wreszcie się odezwała, ale...
- Co jest? - powiedziałyśmy razem, jednym chórem.
Popatrzyłyśmy na siebie rozbawione i zaczęłyśmy się śmiać. Po kilku chwilach humor nam się poprawił, a my śmiałyśmy się do rozpuku.
- No, ale co jest? - powtórzyła pytanie Nastia.
- Ryan. - mruknęłam i przestałam się śmiać. - Wnerwia mnie.
- Kochana, to jest jego praca. - powiedziała, na co ja wybuchnęłam szczerym i wdzięcznym śmiechem. - Wnerwia każdego, ale z tego powodu, że jest dobry w sporcie stąd nie wyleci.
- Jak to? - ożywiłam się.
- Jest ulubieńcem Wilson'a, wuefisty. Ten go zawsze faworyzuje i wyciąga na jakieś zawody. Wstawia się za nim u dyrektorki. Ta babcia jest na wyczerpaniu psychicznym przez tego idiotę. Razem z Mike'em wydurniają się, wpadają w kłopoty. Masakra jakaś.
Czyli Ryan w każdej chwili mógł zostać wyrzucony ze szkoły? Ciekawe, ciekawe. Może by mu tak pomóc? Ale chyba nie byłam do tego zdolna. Czy dałabym radę zemścić się na nim za te odzywki? Czy dałabym radę być taką żmiją? Jasne, że tak! Jednak postanowiłam ten plan oddalić w daleką przyszłość.
~*~*~*~*~*~
Ciemność. Wszędzie ciemność. Mrok był tak głęboki, że nie mogłam zobaczyć swojej ręki przed twarzą. Jednak dalej brnęłam w tą ciemność mając nadzieję, że znajdę to czego szukałam. ''Szłam'' korytarzem internatu. Była druga w nocy, a ja... szukałam mojego piórnika. Rozumiecie? Szukałam piórnika o drugiej w nocy. Jestem nienormalna - bardzo nienormalna. Gdy wychodziłam z pokoju Nastka smacznie spała i zapewne nie zauważy jak mnie nie będzie przez jakieś pół godziny. Udałam się do tego miejsca, gdzie ostatnio widziałam i miałam w rękach mój ukochany przedmiot z bardzo drogimi ołówkami, cienkopisami i innymi przyborami, za moje własne pieniądze - zarobione na wakacjach w sklepie odzieżowym. Ah, co to był za upokorzenie! Po kolejnych minutach błądzenia i obijania piszczeli, znalazłam go. Leżał spokojnie na parapecie tam gdzie ostatnio rysowałam. Kamień spadł mi z serca. Wzięłam go do ręki i zawróciłam. Już miałam miałam postawić pierwszy krok, gdy...
- Ładna piżamka. - usłyszałam za sobą cichy głos.
Właściwie to ton głosu był stanowczy, ale z lekką nutą kpiny i rozbawienia. Otępiałam. Dobrze wiedziałam do kogo należy owy głos. Jedna półkula mózgu krzyczała: ''Uciekaj! Udaj, że nie słyszałaś! Szybkoo!''. Jednak druga szeptała bardzo kuszącym tonem głosu: ''Zostań. Ponabijaj się z niego. Dasz radę, nie daj się. Odgryź mu się.''. Ja jak to ja, posłuchałam tej... drugiej... Niestety nie przeczuwałam, że po raz kolejny osiągnę klęskę. Odwróciłam się w stronę chłopaka. Księżyc rzucał na nas swoje słabe światło, któro wpadało przez okno nad nami.
- Czemu nie jesteś w swoim pokoju? - zapytałam, ale zaraz po wypowiedzeniu tego pytania, chciałam zapaść się pod ziemię.
Jakim sposobem mogłam się o coś takiego zapytać? Pewnie mnie wyśmieje. Mogłam się odgryźć, jakąś ripostę puścić, ale nie - musiałam o coś głupiego zapytać.
- Mogę cię zapytać o to samo, ale... - spojrzał na przedmiot w mojej dłoni. - Już wiem dlaczego.
Prychnęłam, a on zaśmiał się siarczyście. Podszedł do mnie bliżej. Staliśmy już twarzą w twarz. Wzdrygnęłam się. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej.
- Boisz się? - wyszeptał.
Poczułam ciepły oddech na moich policzkach. Był tak blisko. Tylko jedno sięgnięcie ręki. Ale czekaj! Przecież to Ryan! Idiota, debil, kretyn, palant... ale przystojny palant. Co?! O czym ja myślałam. Przestań! Przestań! Postanowiłam odwrócić rolę. Przygryzłam zmysłowo dolną wargę i spojrzałam mu w oczy.
- A widać to po mnie? Nie sądzę. - szepnęłam wprost w jego usta.
Nasze wargi znajdowały się od siebie zaledwie kilka milimetrów. Ryan już chciał wpić się w moje usta, ale... Odsunęłam się od niego.
- Łatwą tobą manipulować. - powiedziałam i triumfalnie się uśmiechnęłam.
Chłopak ewidentnie był zaskoczony. Stał otępiały w tym samym miejscu, gdzie stał przed chwilą. Ja w tej chwili z wielkim uśmiechem na twarzy, odchodziłam w stronę pokoju.
_____________
Hei kochani! ♥
Jak widzicie rozdział jest szybciej, o jeden dzień. Jakoś mnie wena natchnęła i skończyłam go dwa dni temu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Ja nie jestem zadowolona z tej notki ;< No, ale to wam ma się podobać. Do zobaczenia!
Jak widzicie rozdział jest szybciej, o jeden dzień. Jakoś mnie wena natchnęła i skończyłam go dwa dni temu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Ja nie jestem zadowolona z tej notki ;< No, ale to wam ma się podobać. Do zobaczenia!
sobota, 6 lipca 2013
Nowa zakładka!
Hei! ♥
Jak pewnie zauważyliście (może mam z dwóch czytelników?), pojawiła się nowa zakładka. Tam u góry (^) - jakby ktoś nie wiedział. Cała jest poświęcona bohaterom mojego opowiadania! Są tam zdjęcia i krótkie opisy - co lubią, charakter i kilka innych informacji. Mam nadzieję, że się wam spodoba ; ) Do zobaczenia!
Jak pewnie zauważyliście (może mam z dwóch czytelników?), pojawiła się nowa zakładka. Tam u góry (^) - jakby ktoś nie wiedział. Cała jest poświęcona bohaterom mojego opowiadania! Są tam zdjęcia i krótkie opisy - co lubią, charakter i kilka innych informacji. Mam nadzieję, że się wam spodoba ; ) Do zobaczenia!
piątek, 5 lipca 2013
Rozdział I - ''Internat''
''Szczęście - to nadzieja przed faktem;
nieszczęście - to fakt po nadziei.''
Wystarczyło kilka chwil, kilka małych przestępstw, trochę słabych ocen, aby rodzice wymierzyli mi tak okrutną karę. Oderwali mnie od znajomych, przyjaciół i bliskich. Chcieli mnie dać w najgorsze miejsce na świecie - do szkoły. Jednak, to jeszcze nie koniec. Ta szkoła miała... i n t e r n a t. W pierwszej chwili chciałam wybuchnąć śmiechem, gdyż myślałam, że żartują. Niestety ich grobowe miny świadczyły, że tak nie jest. W głowie zabrzmiały mi słowa matki; ''Będziesz tam mieć przyjaciół. Zobaczysz Su, będzie fajnie.'' Ta... Fajnie... Z głębokich rozmyśleń, wyrwał mnie głos mojej rodzicielki:
- Su, jesteśmy na miejscu.
Wzdrygnęłam się i spojrzałam za okno samochodu. Rzeczywiście. Pojazd stał na podjeździe szkoły. Niechętnie wyszłam z samochodu i przeciągnęłam się leniwie. Wyjęłam z bagażnika torby i rzuciłam dość oschle do rodziców:
- Do widzenia.
Ci tylko kiwnęli głową i po prostu odjechali. To się nazywają kochający rodzice. Jednak przyznam... Budynek był zachwycający. Akademia zbudowana w starym stylu. Czerwona cegła i dodatki beżowego kamienia prezentowały się wspaniale. Do drzwi wejściowych prowadziły smukłe, szerokie schody, a nad nimi znajdowało się duże okno, wkoło którego były cztery kolumny. Westchnęłam tylko i już po kilku sekundach, dało się słyszeć stukot kółek walizki. Wreszcie jakimś cudem dotarłam do ciężkich, ciemnych drzwi, prowadzących do środka. Pchnęłam je lekko, jednak one nie ustąpiły. Właśnie wtedy strzeliłam tak zwanego ''buraka''. Naparłam na nie całym ciężarem ciała i... ustąpiły! Może to głupie, ale byłam z siebie dumna. Wślizgnęłam się do środka i już przy wejściu, usłyszałam dość miłe powitanie.
- Witaj Suzan.
Obejrzałam się w stronę głosu i ujrzałam starszą panią. Wyglądała na jakieś 60 lat i miała na sobie (o zgrozo!) różowy strój, składający się z włochatej spódnicy i marynarki. Była pulchna, niska i wyglądała jak typowa babcia. Przyznam, że nie wiedziałam co powiedzieć, widząc taki widok.
- Em... Ee... Ja jestem Su... - powiedziałam i już chciałam trzasnąć się otwartą dłonią w czoło, gdy dodałam - I dzień dobry.
Ta spojrzała na mnie krzywym spojrzeniem i uśmiechnęła się dość oschle.
- Może... Może ma Pani mój kluczyk od szafki, pokoju i coś mi Pani powie? - powiedziałam dość niepewnie.
- Oh, niestety, ale musisz z tym iść na drugie piętro, do mojej siostrzenicy. Do widzenia. Miłego dnia.
Po tych słowach najzwyczajniej się odwróciła i odeszła. Zmierzyłam ją krytycznym wzrokiem i pocieszyłam się w myślach; ''Może chociaż ktoś mi pomoże z tymi bagażami.'' Jednak moje marzenia spełzły na niczym. Zdesperowana zostawiłam torby obok drzwi, za jakimś posągiem. Z nietęgą miną ruszyłam do ''siostrzenicy babci''. Gdy tam dotarłam, lekko się zdziwiłam, bo dziewczyna siedząca za biurkiem miała jakieś 18 lat.
- Cześć? - mruknęłam. - Mogę dostać moje klucze i jakieś wytłumaczenie co do tej szkoły? - zapytałam.
Dziewczyna dopiero podniosła wzrok znad dokumentów. Spojrzała na mnie krzywo, po czym uśmiechnęła się promiennie.
- Jasne! Tutaj masz kluczyk do szafki w Akademii, tutaj masz klucz od pokoju, a tutaj masz kartę i legitymacje. - podała mi wymienione przedmioty.
- Karta? Co? Po co mi ona? - wskazałam na twardą kartę z moim imieniem, nazwiskiem, numerem pokoju, zdjęciem i klasą, do jakiej uczęszczam.
- Oh, bez niej nie zjesz posiłków w stołówce. Wiesz... Nieraz przychodzą tutaj nieznajomi uczniowie z normalnych szkół i chcą jeść obiad. Jednak nie mają tej zbawczej karty i palą się ze wstydu! - zaśmiała się dźwięcznie.
''Normalnych szkół? Co? Czyli ta szkoła jest dla niepełnosprytnych?'' pomyślałam.
- Aha... A po co mi legitymacja?
Dziewczyna spojrzała na mnie, jak na głupią.
- Jest potrzeba, gdy wyjeżdżasz na wycieczki, zawody, gdy chcesz się zwolnić z zajęć. No i bez niej, nie dostaniesz oceny półrocznej. - wyjaśniła dość spokojnie. - Już wszystko wiesz?
- Taak. Raczej tak... Do widzenia. - rzuciłam i już chciałam wyjść, gdy dziewczyna powiedziała dość dziwne słowa.
- Po co to do widzenia? Praktycznie jestem w twoim wieku. - wyszła zza biurka - Stephanie. - wyciągnęła do mnie rękę.
Stephanie była wysoka osobą z wspaniałą figurą. Jednak miała włosy w kolorze dojrzałej śliwki. Ubrana była w czarną spódnicę z wysokim stanem, która była do kolan; elegancką, białą koszulę, którą wepchnęła w owy dolny strój i czarne, wysokie szpilki z czerwoną podeszwą. Była na prawdę ładna i jedyna myśl jaka nasunęła mi się w tym momencie to; ''Ma pewnie branie u chłopaków.''.
- Suzan. - uśmiechnęłam się - To... Cześć.
Ta kiwnęła głową i wróciła za biurko. Zdziwiona wyszłam z pomieszczenia.
~*~*~*~*~*~
Po zabraniu swoich bagaży, próbowałam odnaleźć pokój, który mi przydzielono. Po jakichś piętnastu minutach błądzenia po internacie poddałam się. Usiadłam na parapecie i westchnęłam zrezygnowana.
- Na parapetach się nie siedzi. - mruknął ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się w tamtą stronę. Jakiś metr ode mnie stał wysoki chłopak. Na twarzy miał przyczepiony kpiący uśmieszek. Prychnęłam.
- Zamknij się. - zawarczałam.
- Warczysz jak rasowy bulterier. - zaśmiał się oschle. - Jestem Ryan.
Zacisnęłam zęby i pomyślałam; ''Wdech, wydech Su. Wdech, wydech. To twój pierwszy dzień.''
- Suzan. - burknęłam.
- Co tak nieprzyjemnie, co? - zapytał i podszedł do mnie bliżej.
Zeszłam z parapetu. Moje oczy ciskały piorunami.
- Bo tak mi się podoba. - syknęłam.
Po tych słowach, zaczęłam zbierać bagaże. Owy Ryan, usiadł na parapecie i bezczelnie się na mnie gapił. Gdy już miałam odejść, powiedział:
- Czy ty właśnie powiedziałaś, że ci się podobam?
Oczy wyszły mi z orbit, a buzia lekko się otworzyła. Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się kpiąco i bezczelnie lustrował mnie wzrokiem od stóp do głowy. Oczywiście zatrzymał się na moich piersiach i wtedy dostrzegłam w jego oczach dziwny błysk.
- CO?! NIE! - odwróciłam się. Jednak jeszcze burknęłam. - Nie patrz mi się na cycki!
Jak odchodziłam, słyszałam tylko jego zadowolony śmiech. Jedyne co zrobiłam, to pokazałam mu przed ramię środkowy palec.
~*~*~*~*~*~
Po kolejnych piętnastu minutach błądzenia po budynku, znalazłam właściwe drzwi. Nabrałam powietrza w płuca i nacisnęłam klamkę. Uchyliłam trochę drzwi i wychyliłam tylko głowę.
- Suzan? - dziewczyna siedząca na jednym z łóżek zerwała się na równe nogi. - Suzan! Ty musisz być Suzan Mayer!
Słysząc te słowa weszłam całym ciałem do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
- Cześć. - powiedziałam. - Tak, to ja. A ty...? - nie dokończyłam, bo dziewczyna z wielkim entuzjazmem, rzuciła się ku mnie.
Chwyciła moją dłoń w swoją i zaczęła nią ''machać'' na przywitanie.
- Jestem Nastia Fiodorow. Będziemy razem mieszkać. Ah, już się nie mogę doczekać. Będzie super! Na pewno cię polubię! - zaczęła szybko mówić.
- Miło cię poznać Nastia. - wykrztusiłam.
Spędziłam z nią miłe popołudnie. Rozmawiałyśmy o sobie, o Akademii, a w międzyczasie rozpakowywałyśmy moje bagaże. Mimo to, Nastka była nastawiona do wszystkiego optymistycznie i chętnie mi pomagała. Nasza rozmowa coraz bardziej zaczęła schodzić na babskie tematy, gdy ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałyśmy na siebie zdziwione. Nastia zachęciła mnie ruchem ręki, żebym poszła otworzyć. Westchnęłam tylko i podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam, uśmiech zszedł mi z twarzy. Właśnie tak, przede mną stał... Ryan!
- Co ty tu robisz!? - syknęłam.
Spojrzał na mnie krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie wiedział, że będę mieszkać z panną Fiodorow.
- Ja... Oddaję Nastii zeszyt. A ty...? - nie dokończył.
Chwyciłam zeszyt i wyrwałam go chłopakowi.
- Mieszkam. - syknęłam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Nastka spojrzała na mnie pytająco, ale oddałam jej tylko zeszyt i wróciłam do poprzedniej rozmowy. Ta nawet nie wnikała i znów humor nam dopisał. Śmiałyśmy się, Nastka wymieniła mi połowę uczniów, a przy okazji zjadłyśmy połowę paczki żelków, które przywiozłam. Nagle dziewczyna wstała i ruszyła w stronę szafy, która należała do niej. Wyciągnęła z niej sweterek i założyła go na siebie. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Obiad kochana! - zaśmiała się i chwyciła swoją kartę.
Szybko uczyniłam to samo i z głośnym śmiechem, wyszłyśmy z pokoju. Nieszczęście chciało, żebym wpadła na pewną osobę. A była nią jakaś szczupła blondynka.
- Patrz jak łazisz! - warknęłam.
- To ty patrz jak łazisz, nowa. - zmierzyła mnie dziwnym wzrokiem.
Prychnęłam i już miałam jej coś odpyskować, gdy moja współlokatorka złapała mnie za rękę i odciągnęła od tej dziewczyny. Tamta jak małe dziecko, pokazała mi język i ruszyła dalej. Ruszyłyśmy wolnym krokiem na stołówkę. Po drodze panowała cisza. Ale nie była to taka niezręczna próżnia, lecz w pełni zrozumiała przez nas obydwie.
- Kto to był? - zapytałam, gdy byłyśmy niedaleko stołówki.
- Pamela. - westchnęła. - Szkolna ''księżniczka''.
Zrobiłam minę typu ''wtf?'' i pchnęłam drzwi do ''jadalni''. Dech mi zaparło. Było to wielkie pomieszczenie z dużą ilością plastikowych krzeseł i drewnianych stołów. Większość była już zajęta, jednak nie dziwiło mnie to. W końcu Akademia była wieeelka. Ruszyłam za Nastią, która w międzyczasie zdążyła mnie wyminąć. Dzisiaj były naleśniki, co przyjęłam z niemały entuzjazmem. Zgarnęłam dwa z dżemem na talerz i chwyciłam po drodze puszkę Coca-Coli. Uśmiechnęła się do mojej nowej znajomej i spojrzałam na jej talerz. Wybrała naleśniki z serem i sok pomarańczowy. Zaśmiałam się cicho pod nosem, widząc to połączenie. Już miałam zająć miejsce przy (o dziwo) pustym stoliku, gdy Nastia złapała mnie ''za kołnierz'' i nakazała wzrokiem, abym za nią poszła. Z lekkim strachem, zabrałam swoją tacę z jedzeniem i tuszyłam za panną Fiodorow.
nieszczęście - to fakt po nadziei.''
Wystarczyło kilka chwil, kilka małych przestępstw, trochę słabych ocen, aby rodzice wymierzyli mi tak okrutną karę. Oderwali mnie od znajomych, przyjaciół i bliskich. Chcieli mnie dać w najgorsze miejsce na świecie - do szkoły. Jednak, to jeszcze nie koniec. Ta szkoła miała... i n t e r n a t. W pierwszej chwili chciałam wybuchnąć śmiechem, gdyż myślałam, że żartują. Niestety ich grobowe miny świadczyły, że tak nie jest. W głowie zabrzmiały mi słowa matki; ''Będziesz tam mieć przyjaciół. Zobaczysz Su, będzie fajnie.'' Ta... Fajnie... Z głębokich rozmyśleń, wyrwał mnie głos mojej rodzicielki:
- Su, jesteśmy na miejscu.
Wzdrygnęłam się i spojrzałam za okno samochodu. Rzeczywiście. Pojazd stał na podjeździe szkoły. Niechętnie wyszłam z samochodu i przeciągnęłam się leniwie. Wyjęłam z bagażnika torby i rzuciłam dość oschle do rodziców:
- Do widzenia.
Ci tylko kiwnęli głową i po prostu odjechali. To się nazywają kochający rodzice. Jednak przyznam... Budynek był zachwycający. Akademia zbudowana w starym stylu. Czerwona cegła i dodatki beżowego kamienia prezentowały się wspaniale. Do drzwi wejściowych prowadziły smukłe, szerokie schody, a nad nimi znajdowało się duże okno, wkoło którego były cztery kolumny. Westchnęłam tylko i już po kilku sekundach, dało się słyszeć stukot kółek walizki. Wreszcie jakimś cudem dotarłam do ciężkich, ciemnych drzwi, prowadzących do środka. Pchnęłam je lekko, jednak one nie ustąpiły. Właśnie wtedy strzeliłam tak zwanego ''buraka''. Naparłam na nie całym ciężarem ciała i... ustąpiły! Może to głupie, ale byłam z siebie dumna. Wślizgnęłam się do środka i już przy wejściu, usłyszałam dość miłe powitanie.
- Witaj Suzan.
Obejrzałam się w stronę głosu i ujrzałam starszą panią. Wyglądała na jakieś 60 lat i miała na sobie (o zgrozo!) różowy strój, składający się z włochatej spódnicy i marynarki. Była pulchna, niska i wyglądała jak typowa babcia. Przyznam, że nie wiedziałam co powiedzieć, widząc taki widok.
- Em... Ee... Ja jestem Su... - powiedziałam i już chciałam trzasnąć się otwartą dłonią w czoło, gdy dodałam - I dzień dobry.
Ta spojrzała na mnie krzywym spojrzeniem i uśmiechnęła się dość oschle.
- Może... Może ma Pani mój kluczyk od szafki, pokoju i coś mi Pani powie? - powiedziałam dość niepewnie.
- Oh, niestety, ale musisz z tym iść na drugie piętro, do mojej siostrzenicy. Do widzenia. Miłego dnia.
Po tych słowach najzwyczajniej się odwróciła i odeszła. Zmierzyłam ją krytycznym wzrokiem i pocieszyłam się w myślach; ''Może chociaż ktoś mi pomoże z tymi bagażami.'' Jednak moje marzenia spełzły na niczym. Zdesperowana zostawiłam torby obok drzwi, za jakimś posągiem. Z nietęgą miną ruszyłam do ''siostrzenicy babci''. Gdy tam dotarłam, lekko się zdziwiłam, bo dziewczyna siedząca za biurkiem miała jakieś 18 lat.
- Cześć? - mruknęłam. - Mogę dostać moje klucze i jakieś wytłumaczenie co do tej szkoły? - zapytałam.
Dziewczyna dopiero podniosła wzrok znad dokumentów. Spojrzała na mnie krzywo, po czym uśmiechnęła się promiennie.
- Jasne! Tutaj masz kluczyk do szafki w Akademii, tutaj masz klucz od pokoju, a tutaj masz kartę i legitymacje. - podała mi wymienione przedmioty.
- Karta? Co? Po co mi ona? - wskazałam na twardą kartę z moim imieniem, nazwiskiem, numerem pokoju, zdjęciem i klasą, do jakiej uczęszczam.
- Oh, bez niej nie zjesz posiłków w stołówce. Wiesz... Nieraz przychodzą tutaj nieznajomi uczniowie z normalnych szkół i chcą jeść obiad. Jednak nie mają tej zbawczej karty i palą się ze wstydu! - zaśmiała się dźwięcznie.
''Normalnych szkół? Co? Czyli ta szkoła jest dla niepełnosprytnych?'' pomyślałam.
- Aha... A po co mi legitymacja?
Dziewczyna spojrzała na mnie, jak na głupią.
- Jest potrzeba, gdy wyjeżdżasz na wycieczki, zawody, gdy chcesz się zwolnić z zajęć. No i bez niej, nie dostaniesz oceny półrocznej. - wyjaśniła dość spokojnie. - Już wszystko wiesz?
- Taak. Raczej tak... Do widzenia. - rzuciłam i już chciałam wyjść, gdy dziewczyna powiedziała dość dziwne słowa.
- Po co to do widzenia? Praktycznie jestem w twoim wieku. - wyszła zza biurka - Stephanie. - wyciągnęła do mnie rękę.
Stephanie była wysoka osobą z wspaniałą figurą. Jednak miała włosy w kolorze dojrzałej śliwki. Ubrana była w czarną spódnicę z wysokim stanem, która była do kolan; elegancką, białą koszulę, którą wepchnęła w owy dolny strój i czarne, wysokie szpilki z czerwoną podeszwą. Była na prawdę ładna i jedyna myśl jaka nasunęła mi się w tym momencie to; ''Ma pewnie branie u chłopaków.''.
- Suzan. - uśmiechnęłam się - To... Cześć.
Ta kiwnęła głową i wróciła za biurko. Zdziwiona wyszłam z pomieszczenia.
~*~*~*~*~*~
Po zabraniu swoich bagaży, próbowałam odnaleźć pokój, który mi przydzielono. Po jakichś piętnastu minutach błądzenia po internacie poddałam się. Usiadłam na parapecie i westchnęłam zrezygnowana.
- Na parapetach się nie siedzi. - mruknął ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się w tamtą stronę. Jakiś metr ode mnie stał wysoki chłopak. Na twarzy miał przyczepiony kpiący uśmieszek. Prychnęłam.
- Zamknij się. - zawarczałam.
- Warczysz jak rasowy bulterier. - zaśmiał się oschle. - Jestem Ryan.
Zacisnęłam zęby i pomyślałam; ''Wdech, wydech Su. Wdech, wydech. To twój pierwszy dzień.''
- Suzan. - burknęłam.
- Co tak nieprzyjemnie, co? - zapytał i podszedł do mnie bliżej.
Zeszłam z parapetu. Moje oczy ciskały piorunami.
- Bo tak mi się podoba. - syknęłam.
Po tych słowach, zaczęłam zbierać bagaże. Owy Ryan, usiadł na parapecie i bezczelnie się na mnie gapił. Gdy już miałam odejść, powiedział:
- Czy ty właśnie powiedziałaś, że ci się podobam?
Oczy wyszły mi z orbit, a buzia lekko się otworzyła. Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się kpiąco i bezczelnie lustrował mnie wzrokiem od stóp do głowy. Oczywiście zatrzymał się na moich piersiach i wtedy dostrzegłam w jego oczach dziwny błysk.
- CO?! NIE! - odwróciłam się. Jednak jeszcze burknęłam. - Nie patrz mi się na cycki!
Jak odchodziłam, słyszałam tylko jego zadowolony śmiech. Jedyne co zrobiłam, to pokazałam mu przed ramię środkowy palec.
~*~*~*~*~*~
Po kolejnych piętnastu minutach błądzenia po budynku, znalazłam właściwe drzwi. Nabrałam powietrza w płuca i nacisnęłam klamkę. Uchyliłam trochę drzwi i wychyliłam tylko głowę.
- Suzan? - dziewczyna siedząca na jednym z łóżek zerwała się na równe nogi. - Suzan! Ty musisz być Suzan Mayer!
Słysząc te słowa weszłam całym ciałem do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
- Cześć. - powiedziałam. - Tak, to ja. A ty...? - nie dokończyłam, bo dziewczyna z wielkim entuzjazmem, rzuciła się ku mnie.
Chwyciła moją dłoń w swoją i zaczęła nią ''machać'' na przywitanie.
- Jestem Nastia Fiodorow. Będziemy razem mieszkać. Ah, już się nie mogę doczekać. Będzie super! Na pewno cię polubię! - zaczęła szybko mówić.
- Miło cię poznać Nastia. - wykrztusiłam.
Spędziłam z nią miłe popołudnie. Rozmawiałyśmy o sobie, o Akademii, a w międzyczasie rozpakowywałyśmy moje bagaże. Mimo to, Nastka była nastawiona do wszystkiego optymistycznie i chętnie mi pomagała. Nasza rozmowa coraz bardziej zaczęła schodzić na babskie tematy, gdy ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałyśmy na siebie zdziwione. Nastia zachęciła mnie ruchem ręki, żebym poszła otworzyć. Westchnęłam tylko i podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam, uśmiech zszedł mi z twarzy. Właśnie tak, przede mną stał... Ryan!
- Co ty tu robisz!? - syknęłam.
Spojrzał na mnie krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie wiedział, że będę mieszkać z panną Fiodorow.
- Ja... Oddaję Nastii zeszyt. A ty...? - nie dokończył.
Chwyciłam zeszyt i wyrwałam go chłopakowi.
- Mieszkam. - syknęłam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Nastka spojrzała na mnie pytająco, ale oddałam jej tylko zeszyt i wróciłam do poprzedniej rozmowy. Ta nawet nie wnikała i znów humor nam dopisał. Śmiałyśmy się, Nastka wymieniła mi połowę uczniów, a przy okazji zjadłyśmy połowę paczki żelków, które przywiozłam. Nagle dziewczyna wstała i ruszyła w stronę szafy, która należała do niej. Wyciągnęła z niej sweterek i założyła go na siebie. Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Obiad kochana! - zaśmiała się i chwyciła swoją kartę.
Szybko uczyniłam to samo i z głośnym śmiechem, wyszłyśmy z pokoju. Nieszczęście chciało, żebym wpadła na pewną osobę. A była nią jakaś szczupła blondynka.
- Patrz jak łazisz! - warknęłam.
- To ty patrz jak łazisz, nowa. - zmierzyła mnie dziwnym wzrokiem.
Prychnęłam i już miałam jej coś odpyskować, gdy moja współlokatorka złapała mnie za rękę i odciągnęła od tej dziewczyny. Tamta jak małe dziecko, pokazała mi język i ruszyła dalej. Ruszyłyśmy wolnym krokiem na stołówkę. Po drodze panowała cisza. Ale nie była to taka niezręczna próżnia, lecz w pełni zrozumiała przez nas obydwie.
- Kto to był? - zapytałam, gdy byłyśmy niedaleko stołówki.
- Pamela. - westchnęła. - Szkolna ''księżniczka''.
Zrobiłam minę typu ''wtf?'' i pchnęłam drzwi do ''jadalni''. Dech mi zaparło. Było to wielkie pomieszczenie z dużą ilością plastikowych krzeseł i drewnianych stołów. Większość była już zajęta, jednak nie dziwiło mnie to. W końcu Akademia była wieeelka. Ruszyłam za Nastią, która w międzyczasie zdążyła mnie wyminąć. Dzisiaj były naleśniki, co przyjęłam z niemały entuzjazmem. Zgarnęłam dwa z dżemem na talerz i chwyciłam po drodze puszkę Coca-Coli. Uśmiechnęła się do mojej nowej znajomej i spojrzałam na jej talerz. Wybrała naleśniki z serem i sok pomarańczowy. Zaśmiałam się cicho pod nosem, widząc to połączenie. Już miałam zająć miejsce przy (o dziwo) pustym stoliku, gdy Nastia złapała mnie ''za kołnierz'' i nakazała wzrokiem, abym za nią poszła. Z lekkim strachem, zabrałam swoją tacę z jedzeniem i tuszyłam za panną Fiodorow.
_____________
Huh... Pierwszy rozdział jest tak jak obiecałam. Mam nadzieję, że chociaż jedna lub dwie osoby powyższy tekst przeczytają. Nawet wtedy będę szczęśliwa i poczuję się spełniona. Jednak chciałam też tutaj napisać o częstotliwości dodawania rozdziałów. Myślę, że jeden na tydzień wystarczy, bo jeśli rozdziały byłyby częstsze to stałyby się nudne - a tego nie chcę. Tak więc, jeśli przeczytałeś rozdział: Dziękuję! I pamiętaj - czytasz = komentujesz = radość autorki. Do zobaczenia! ;*
czwartek, 4 lipca 2013
Kilka słów na początek...
Hei ♥
Pewnie na sam początek, pasowałoby się przedstawić... Tak więc, jestem Dama Kart. Tak po prostu, tak nieskomplikowanie, tak dziwnie. Może w przyszłości, zdradzę wam moje imię? To zależy od was.
Jednak przejdźmy do konkretów. Ten blog, jest moim pierwszym, więc wybaczcie mi moje niekompetencje i brak wiedzy na ten temat. Właśnie na tej stronie, będę publikować opowiadania (lub historie - jak kto woli), które opowiadają o... Nie powiem. *uśmiecha się złośliwie* Sami się przekonacie. Mam jednak nadzieję, że tekst, który wyjdzie spod mojej ręki, wam się spodoba. No nic... Mogę tylko zachęcić do czytania rozdziału, który pojawi się jutro lub pojutrze. Jeśli się coś wam nie spodoba lub będziecie mieć jakieś uwagi - piszcie komentarze! A jeśli nie, to zapraszam na e-mail: damakart@interia.pl
Pewnie na sam początek, pasowałoby się przedstawić... Tak więc, jestem Dama Kart. Tak po prostu, tak nieskomplikowanie, tak dziwnie. Może w przyszłości, zdradzę wam moje imię? To zależy od was.
Jednak przejdźmy do konkretów. Ten blog, jest moim pierwszym, więc wybaczcie mi moje niekompetencje i brak wiedzy na ten temat. Właśnie na tej stronie, będę publikować opowiadania (lub historie - jak kto woli), które opowiadają o... Nie powiem. *uśmiecha się złośliwie* Sami się przekonacie. Mam jednak nadzieję, że tekst, który wyjdzie spod mojej ręki, wam się spodoba. No nic... Mogę tylko zachęcić do czytania rozdziału, który pojawi się jutro lub pojutrze. Jeśli się coś wam nie spodoba lub będziecie mieć jakieś uwagi - piszcie komentarze! A jeśli nie, to zapraszam na e-mail: damakart@interia.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)